Goście

poniedziałek, 30 maja 2016

Kocie kolczyki raz jeszcze

 Powoli wracam do sutaszu. Na początek dwa drobiazgi - znane Wam już kolczyki kociokształtne tym razem z dodatkiem błękitu i różu. w centrum jednych i drugich łezki kociego oka. 








czwartek, 19 maja 2016

Marchewkowy maj

Jak można było się dowiedzieć z poprzednich postów sporo ostatnio wiązałam, od baloników po naszyjniki. Baloniki były koniecznością (ktoś musiał), reszta poszła jakoś rozpdem z cichą nadzieją, że uda się nawiązać do marcewkowego wyzwania u Danutki. Ale rozpędziłam się za mocno i zawiązałam marchewkowe korale i marchewkowe bransoletki. No to niech idzie jako komplet (choć Bogiem a prawdą taki z nich komplet jak z koziej... etc). Ale może Stefan nie kumaty i łyknie.
Tak prezentuje sie cołość (zgodnie z sugestią szefowej niech będzie na poczatek)


Naszyjnik zeżarł mi wszystkie pomarańczowe koraliki jakie miałam, poza drewnianymi dołożyłam mu howlitowe serduszka i plastikowe pastylki. 


Bransoletki są trzy i jak widać stanowią komplet, Pomarańczowe i zielone marmurki oraz biały agat 8 mm. Ten biały agat doprowadzał mnie do białej gorączki przy fotografowaniu bo nijak nie chciał utrzymywać się samodzielnie ani jako warstwa dolna, ani środkowa, ani górna.





Cudem jakimś udało mi się ustawić je tak na moment i cyknąć fotkę, Zaraz potem sią rozjechały.


Marchewkę lubię ale bez szału. Zużywamy jej w domu dużo bo wszyscy lubimy surówki z róznych warzyw i do każdej niemal dokładamy marchewkę. 
Jak byłam mała telewizja nadawała teatr dla dzieci (było coś takiego w tej wrednej komunistycznej telewizji) i pamiętam przedstawienie "Miś Tymoteusz Rym Cim Ci", a zwłaszcza taką jedną scenę: tata daje Tymoteuszowi jedzenie a on zaczyna narzekać "taka zupa, taka wstrętna marchewkowa zupa..." Tak mi się to utrwaliło, że do dziś nie wezmę do ust marchewkowej zupy, chociaż nie mam pojęcia jak smakuje. 
Marchewkowy kolor? Bardzo lubię używać wszelkich odcieni pomarańczowego w biżuteri, lubię ten kolor, jest taki ciepły i dodaje energi. Ale w dodatkach. Ubrania w tym kolorze kojarzą mi się z robotami drogowymi. 
I to by było na tyle, biegnę nakarmić Stefana. Acha, jeszcze banerek.



wtorek, 17 maja 2016

W nawiązaniu do wiązania

Mój szał wiązania objął nie tylko gumki. Pomyślałam, że skoro idzie lata można uzupełnić drewniane korale o nowe letnie kolory. I nawiązałam takie coś:





A cała ta wiązana działalność została spowodowana majowym zestawem kolorków u Danusi. Coś przecież muszę dla niej zrobić, a że w ręce wpadały mi materiały w innych barwach to tak jakoś wyszło.  Zapraszam na kolejny wpis poświęcony marchewce. Dziękuję za waszą obecność i wszystkie komentarze. 

O wiązaniu końca z końcem

Maj zrobił mi się mocno turystyczny. Ledwo wróciliśmy z wesela zostałam poproszona o wyjazd z młodymi do Bielic w celu zrobienia sesji foto. To znaczy oni mieli się focić na szczycie góry a ja w tym czasie wraz ze Swatką (czyli mamą młodego) robiłyśmy za opekunki do dziecka. Ze zdjęć wyszły nici bo pogoda się załamała ale spędziliśmy fajne trzy dni. Najbardziej zadowolona była Ada bo kałuże są takie debeściarskie. 


Między jednym a drugim wyjazdem nie chce mi się zaczynać jakiejś większej pracy. Za to będąc w międzyczasie w empiku nabyłam gumkę i postanowiłam wykorzystać różne koraliki, które przy okazji różnych zamówień kupowałam okazyjnie (bo promocja a ładne). I tak zaczęłam wiązać koniec z końcem. Z rozpędu zrobiłam około 20 różnych bransoletek i dziś kilka godzin spędziłam na ich foceniu. Oczywiście, jak to zwykle bywa, wiele zdjęć po powiększeniu na ekranie okazało się beznadziejne i będę musiała je powtórzyć ale coś tam da się wybrać i trochę Wam pokażę. Na początek dwa zestawy w różnych odcieniach niebieskiego i turkusowego.
Pierwszy powstał z ciemnoniebieskich marmurków, turkusowych jadeitów i szronionych szklanych kulek.




I wszystkie razem (nawiasem mówiąć chyba by je trzeba było do zdjęć sklejać, tak mi się rozjeżdżały) 


Zestaw drugi zawiera również jadeit turkusowy i miętowy a pierwsza bransoletka jest z turkusów w postaci kulek i nieregularnych walców. 





Niebawem, mam nadzieję, pokażę bransoletki w innych kolorach. A czekając na poprawę pogody i kolejny wyjazd (przecież te zdjęcia trzeba zrobić) może zabiorę się za coś jeszcze. 






niedziela, 15 maja 2016

Ślub w zieleni

Jak wiecie zostałam teściową, co prawda po raz drugi ale ślub syna, a ślub córki to całkiem inne zjawiska pogodowe. Ponieważ młodzi postanowili pobrać się w swoich ukochanych górach, wesele odbyło się w schronisku górskim i jadąc na wesele przewoziliśmy wiele rzeczy typu alkohol, napoje, wystrój sali i inne drobiazgi. Z racji tego przez kilka nocy przed weselem męczyły mnie koszmary w stylu: zapomnieliśmy o wódce i trzeba było zrobić wesele bezalkoholowe. Dodatkowo  córcia poprosiła żebym jej  zrobiła coś biżuteryjnegom mianowicie ozdobę do włosów. Dostałam takie zdjęcie próbnej fryzury oraz wytyczne: zrób coś co można wstawić w miejsce tego kwiatka, ma być biało-zielone, zieleń w odcieniu sukienki (sukienka jeszcze u krawcowej, a materiału na oczy nie widziałam w naturze), 


Jako, że moje dziecię nie przepada za sutaszem postanowiłam zrobić coś koralikowego, przestudiowałam różne tutoriale, głównie rosyjskie, zużyłam na naukę kilka paczek toho.
W efekcie powstały dwa kwiatki. Większy jako ozdoba grzebyka:


Po wykończeniu uznałam, że może być zbyt ciężki by utrzymał się we włosach całą noc więc zrobiłam coś mniejszego:



Wesele się udało znakomicie, pogoda była cudowna,  Mąż chrzstnej zapomniał co prawda zabrać z domu garnituru i reszty stroju, na szczęscie był dość wymiarowy a większość facetów miała zapasowe ubrania więc udało się go ubrac, osoba odpowiedzialna za muzykę zapomniała zabrać dyskokuli i nic nad nami nie mrugało ale poza tym było wszystko co nam do szczęście potrzebne: goście dopisali i bawili się doskonale do białego rana. 


Dużą część tych balonów wiązałam osobiście i po powrocie do domu siłą rozpędu wiązałam dalej (już nie balony) ale o tym następnym razem. 




środa, 4 maja 2016

Trza być w butach na weselu.

Jest takie powiedzenie "szewc bez butów chodzi". Ten kto to wymyślał chyba miał na myśli mnie. Zrobiłam już tyle biżuterii a jak sama mam coś założyć to się okazuje, że nie mam nic co by pasowało. W sobotę ślub naszej córki i wypada się "wyelegancić" Rzutem na taśmę w ostatnich dniach zdobyłam drogą kupna kieckę  (a nie jest to łatwe przy moich gabarytach) i musiałam do niej coś dorobić. Jako, ze za realizacje planu zabrałam się w dniach wolnych musiałam bazować na posiadanych materiałach. Swego czasu kupiłam w Royal-stone granaty bo były niedrogie i teraz mogłam je wykorzystać. Oto efekt: