Goście

czwartek, 19 maja 2016

Marchewkowy maj

Jak można było się dowiedzieć z poprzednich postów sporo ostatnio wiązałam, od baloników po naszyjniki. Baloniki były koniecznością (ktoś musiał), reszta poszła jakoś rozpdem z cichą nadzieją, że uda się nawiązać do marcewkowego wyzwania u Danutki. Ale rozpędziłam się za mocno i zawiązałam marchewkowe korale i marchewkowe bransoletki. No to niech idzie jako komplet (choć Bogiem a prawdą taki z nich komplet jak z koziej... etc). Ale może Stefan nie kumaty i łyknie.
Tak prezentuje sie cołość (zgodnie z sugestią szefowej niech będzie na poczatek)


Naszyjnik zeżarł mi wszystkie pomarańczowe koraliki jakie miałam, poza drewnianymi dołożyłam mu howlitowe serduszka i plastikowe pastylki. 


Bransoletki są trzy i jak widać stanowią komplet, Pomarańczowe i zielone marmurki oraz biały agat 8 mm. Ten biały agat doprowadzał mnie do białej gorączki przy fotografowaniu bo nijak nie chciał utrzymywać się samodzielnie ani jako warstwa dolna, ani środkowa, ani górna.





Cudem jakimś udało mi się ustawić je tak na moment i cyknąć fotkę, Zaraz potem sią rozjechały.


Marchewkę lubię ale bez szału. Zużywamy jej w domu dużo bo wszyscy lubimy surówki z róznych warzyw i do każdej niemal dokładamy marchewkę. 
Jak byłam mała telewizja nadawała teatr dla dzieci (było coś takiego w tej wrednej komunistycznej telewizji) i pamiętam przedstawienie "Miś Tymoteusz Rym Cim Ci", a zwłaszcza taką jedną scenę: tata daje Tymoteuszowi jedzenie a on zaczyna narzekać "taka zupa, taka wstrętna marchewkowa zupa..." Tak mi się to utrwaliło, że do dziś nie wezmę do ust marchewkowej zupy, chociaż nie mam pojęcia jak smakuje. 
Marchewkowy kolor? Bardzo lubię używać wszelkich odcieni pomarańczowego w biżuteri, lubię ten kolor, jest taki ciepły i dodaje energi. Ale w dodatkach. Ubrania w tym kolorze kojarzą mi się z robotami drogowymi. 
I to by było na tyle, biegnę nakarmić Stefana. Acha, jeszcze banerek.